Nigdy nie miałam problemu ze stawianiem granic. Mało tego w lękach, stawiałam je w złości, zbyt chętnie i często zbyt twardo. Bywałam sarkastyczna i nieprzyjemna. Lubiłam kontrolować, decydować za innych. Zdarzało mi się kogoś skrzywdzić. Wstyd się przyznać, ale taka prawda. Wszystko po to, aby nie zostać zranioną… Później w moim życiu pojawiła się joga, medytacja i techniki oddechowe. Zaczęłam zaglądać do środka. Pracować nad sobą. Im bardziej zauważałam w sobie cechy, które wibrują mi w innych. Im mocniej dostrzegałam przyczyny powodujące, że ktoś jest dla mnie nieprzyjemny. Im więcej pojawiało się spokoju, tym trudniej było mi stawiać granice. Wpadłam …

Czytaj więcej

W wieczór ten otwiera się wnętrze ziemi i jasnym płomieniem świecą ukryte w nim skarby, woda w w źródłach, potokach i rzekach zamienia się na chwilę w wino i miód, a nawet w płynne złoto (…) nawet wyschła zawsze Róża Jerychońska otwiera swój kielich. Tej nocy pod śniegiem rozkwitają cudowne, pachnące kwiaty, a drzewa owocowe zakwitają w sadach i od razu, tej samej nocy wydają owoce (…) – pisała Hanna Szymanderska w „Polskiej Wigilii”. Ten tekst kojarzy Ci się z „Władcą pierścieni i krainą Elfów? Jest niczym innym jak opisem pogańskich Zaduszek. Okazuje się bowiem, że istnieje „zadziwiająca zbieżność dat” …

Czytaj więcej

Ostatnio mało pisaliśmy na blogu. Zdecydowanie więcej czasu poświęcaliśmy drugiej części „Jedz i pracuj nad własnym zdrowiem”. Dziś siadłam do ostatniej korekty i zatrzymałam się na tekście o Izraelu. Poczułam, że mam się nim z Wami podzielić. Tym bardziej, że wczoraj nie wiedzieć dlaczego przyszła nam ochota na sahlab (przepis poniżej)… Byłam blisko. Kilkadziesiąt kilometrów od granicy w Tabie. Parokrotnie podejmowałam i zmieniałam decyzję. Kupowałam bilet, odkładałam pieniądze. Później obawiając się, że nie przedłużę swojej wizy turystycznej w Egipcie, rezygnowałam. Fizycznie nigdy nie byłam w Izraelu. Mam jednak wrażenie, że odbyłam tysiące małych, materialnie niewidocznych podróży. Wraz z Pawłem Smoleńskim, …

Czytaj więcej

Talenty kiedy się nimi dzielisz rozkwitają. Karola posiada dar do mówienia i pisania o emocjach. Ja z dużo większą gracją poruszam się w towarzystwie smaków, aromatów, zapachów. Potrafię je łączyć i podkręcać. Uwielbiam nimi zaskakiwać. Znów z gęsią skórką oglądam kolejny sezon „Chef’s table” – serii dokumentów poświęconych najlepszym szefom kuchni na świecie. „Nie trzeba używać drogich składników. Luksus jest w naszych rękach. To umiejętność przekształcania jedzenia w emocje…” – mówi Brazylijczyk Alex Atala. Uwielbiam patrzeć na to skupienie, po którym następuje delikatny uśmiech, kiedy ktoś próbuje mojej potrawy. Wówczas czuję całym sobą, że im więcej daję, tym więcej dostaję. Mój …

Czytaj więcej

Oboje z Maćkiem nie jesteśmy wielkimi fanami zbliżających się Walentynek… Przed poznaniem męża wydawało mi się, że miłość to „motyle w brzuchu”, stan ciągłego uskrzydlenia, brak apatyty… słowem lęki. „A co z poczuciem bezpieczeństwa i czułością?” – zapytała mnie kiedyś zaprzyjaźniona terapeutka. „Nuda!” – odpowiedziałam na tamtym etapie. Dziś wybieram „nudę”, błogość i spokój ;) Nie potrzebuję już wielkich niespodzianek i spektakularnych dowodów miłości. Kocham, wiem, że jestem i, że Maciek jest. Uwielbiam tak po prostu, bez żadnej okazji, coś dla niego upiec lub ugotować. Zaletą florentynek jest to, że można je po upieczeniu (i wystudzeniu) zapakować i podarować, tak …

Czytaj więcej