Wegański omlet z ziołami

Podróże po Polsce, zbieranie materiału do „Swojsko”, zgrywanie wywiadów, wspólne pisanie, autoryzowanie, pomaganie Maćkowi w kuchni, wymyślaniu przepisów i robieniu zdjęć… Słowem ani się obejrzałam, a już zaczyna się piąty miesiąc ciąży. Drugi trymestr, dzidzia rośnie, a mój organizm po półtoramiesięcznej sesji zwracanie, woła: „żelaza!”. „Pani Karolino może zastanowimy się nad pastylkami z żelazem? Wyniki nie są jeszcze złe, mieści się Pani w dolnej granicy normy, ale teraz hemoglobina będzie naturalnie spadać. Nie ma się czym martwić oczywiście” – powiedziała Pani Doktor na ostatniej wizycie. „Pani Doktor, a może teraz przez miesiąc spróbujemy naturalnymi metodami. Już raz udało mi się podnieść poziom hemoglobiny w drugim trymestrze, choć lekarze twierdzili, że stosując dietę roślinną to niemożliwe” – wtrącił się Maciek. Zgodziła się. Zaczęło się ;) Rozpoczęliśmy cykl codziennych „żelazowych” rytuałów. Wśród buraków, kiełków, pyłku pszczelego i wielu innych przysmaków, znalazło się również tofu. Przyznaję, że nie byłam w stanie na nie patrzeć przez pierwsze miesiące ciąży. Teraz wchodzi mi niczym ambrozja szczególnie w wersji tofucznicy (jajecznica z tofu) lub omletu na bazie tofu, warzyw i ziół. Przepis na rzeczony omlet znajdzie się oczywiście w „Swojsko”…

Uwaga: jak pisze Paul Pitchford tofu to przetworzony twarożek sojowy, który tysiące lat temu zaczęto produkować w Chinach w celu poprawienia trawienia wysoko cenionej soi. Zawiera ono łatwo strawne białko (porównywalną ilość do mleka), witaminy z grupy B i minerały, takie jak wapno, fosfor, żelazo, sód i potas. Tofu równoważy gospodarkę hormonalną, działa antyrakowo i obniża poziom złego cholesterolu, a nawet neutralizuje toksyny.

Wegański omlet z tofu i ziołami
duży ziemniak pokrojony na bardzo cienkie plasterki (najlepiej na szatkownicy/mandolinie)
farsz:
kostka tofu
łyżka skrobii kukurydzianej
łyżeczka soli kamiennej lub morskiej
świeżo mielony pieprz do smaku
2 szczypty zmielonej kozieradki (opcjonalnie)
2 łyżki oliwy
1/4 łyżeczki asafetidy lub poszatkowany ząbek czosnku
szczypta świeżo mielonej gałki muszkatołowej
100 g szpinaku lub pokrzywy (młodych, górnych pędów pokrzywy) lub szczawiu lub podagrycznika
dodatki:
mała cukinia pokrojona w plasterki (najlepiej na szatkownicy lub mandolinie)
2 małe pomidory pokrojone w plastry

Plasterki ziemniaków gotujemy w osolonym wrzątku (około 4 minuty) tak aby były lekko podgotowane, ale nie zaczęły się jeszcze rozpadać – al dente. Szpinak lub zioła dusimy na oliwie z gałką muszkatołową i asafetidą/czosnkiem. Tofu ze skrobią, solą, pieprzem i kozieradką miksujemy ręcznym blenderem na jednolitą masę. Mieszamy z uduszonym szpinakiem. Na posmarowanej tłuszczem patelni układamy na zakładkę (tak aby zachodziły na siebie) warstwę plastrów podgotowanych ziemniaków. Na nią wykładamy farsz ze szpinaku i tofu. Wyrównujemy. Rozkładamy plasterki cukinii. Doprawiamy świeżo zmielonym pieprzem i solą do smaku. Całość przykrywamy drugą warstwą ziemniaków. Skrapiamy oliwą. Na wierzch kładziemy plasterki pomidorów. Pieczemy w piekarniku w temperaturze 200 st. z termoobiegiem około 15 – 20 minut, aż omlet przyrumieni się ładnie z góry.

 

11 komentarzy

  1. Przez długi czas jadłem duże ilości tofu bo było łatwo dostępne i tanie. Teraz jeśli jem soję to preferuję tempeh, który w przeciwieństwe do tofu jest fermentowany. Powodzenia w podbijaniu żelaza! Nie zapominaj o soczewicy ;-)

  2. Soczewica i ciecierzyca też są w menu ;) Tempeh robisz sam czy kupujesz? Tempeh super :)

  3. Często robię sam zwłaszcza latem kiedy można wykorzystać naturalnie wysoką temperaturę i nie trzeba zapalać lampki w piekarniku ;-) Z

  4. Witam! Bardzo fajny blog, zaglądam codziennie. W trakcie ciąży jak i przed jadłam mięso, ale zaczęłam się mocno interesować zdrowym odżywianiem i chciałabym przejść na dietę wegańską. Czy okres karmienia piersią to dobry czas? Czy każdy może być wege, czy są jakieś zdrowotne przeciwwskazania? Od ok. 3 miesięcy prawie nie jem mięsa, za to bardzo dużo warzyw, owoców, kasz itp. Niestety strączki choć zawsze je moczę powodują gazy:-(( Podobnie po surówkach nie czuję się najlepiej, często odwiedzam toaletę. Czy to normalne? Co z witaminami które zawierają żelatynę, a są zalecane przez endokrynologa (wit D3, preparat DHEA)?

  5. Dzień dobry, sama biorę DHA z glonów, ale w kapsułkach z żelatyny – to lekarstwo, a nadgorliwość jest gorsza od wiadomo czego ;) Jesteśmy laktowegetarianami czyli jemy nabiał. Przed ciążą mnie do niego nie ciągnęło, jadłam masło – głównie sklarowane. Teraz jednak mam ochotę na miękkie sery – twarogi czy mozarellę, więc je jem. Wybieram te na podpuszczce mikrobiologicznej. Maciek też kiedyś miał problemy z trawieniem strączkowych, który jak się okazuje wynikały z osłabionego trawienia. To ostatnie często wynika z nietolerancji pokarmowej. W jego przypadku była to nietolerancja glutenu. W tej chwili, po odstawieniu glutenu (jego organizm zmagał się z nim najbardziej), może bez problemu jeść strączkowe w dużych ilościach. Nie ma żadnych problemów. Ajurweda, której bardzo ufamy w kwestii żywienia, nie zaleca dla każdego takiej samej diety, bo każdy jest inny. Nie znam Pani, więc nie wiem co leży u podstaw złego trawienia?! W momencie kiedy występują problemy z trawieniem surowych warzyw lepiej je jeść w postaci duszonej, gotowanej, pieczonej. Może to wzmocnić trawienie i będzie można przerzucić się na większą ilość surowego. Karmienie nie jest dobrym czasem na żadne drastyczne zmiany w diecie. Dlaczego? Organizm może zacząć się oczyszczać, a toksyny będą uwalniały się do pokarmu. Jeżeli nie jedzenie mięsa Pani służy proszę trzymać się tego. Jeść kasze, warzywa duszone etc. W kwestii nie jedzenia mięsa nie spotkałem się jeszcze z przypadkiem osoby, której by to zaszkodziło. Najczęściej pomaga. Maciek nie je mięsa od ponad 20 lat, jego dzieci od urodzenia (po wegetariańskich ciążach), ja od ponad 4 etc. Wiem jednak, że wspomniana ajurweda i medycyna chińska, w bardzo wyjątkowych przypadkach (chorób), zalecają jedzenie niewielkich ilości mięsa… Trzeba obserwować siebie i wybrać to co dla nas najlepsze…

  6. @ Smakosz – preferuję czopki z pokrzywy ;) ale doceniam troskę i serce włożone w komentarz. Proponuję wręcz zmianę pseudonimu na „Troskliwy” ;)

  7. Ja karmię piersią rok i 4 miesiące. W trakcie laktacji przestałam jeść mięso, bo przestałam mieć na nie ochotę. Dodatkowo ze względu na kolki u mojej małej córeczki akurat tuż po porodzie odstawiłam nabiał, mleko i wiele innych… Córeczka jest okazem zdrowia, a ja nie wyobrażam sobie powrotu do poprzednich nawyków żywieniowych. Myślę, że każdy moment jest dobry, słuchajmy siebie i swojej intuicji, jeśli są chęci przejścia na dietę wegańską, może nasz organizm wysyła nam dobre sygnały? Warto sobie zaufać:)

  8. Pewnie trzeba się słuchać siebie. Jak najbardziej :) Nie chcę jednak wygłaszać radykalnych tez, bo pewnie są osoby, którym taka radykalna zmiana w trakcie karmienia, może zaszkodzić. Może zaszkodzić też dziecku. Właśnie ze względu na zbyt dużą ilość uwalnianych się toksyn. Zależy to też od stanu zdrowia mamy :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

two × 1 =