Szybko, zdrowo i sezonowo, czyli premiera „Superlunchy”

                          „Cztery pory roku”

 (…) „Chciałbym się zdrowo odżywiać, ale pracuję i nie mam czasu gotować” lub „Nie stać mnie na zdrową dietę…” – to tylko część wymówek dotyczących zdrowego odżywiania, które słyszymy od lat. To prawda, że gotowanie i robienie zakupów jest czasochłonne. Można jednak tak zaplanować swój tydzień, aby poświęcając kilka godzin w weekend i godzinę dziennie, przygotować smaczne, proste, szybkie i zdrowe menu na każdy dzień tygodnia. Przekonałam się o tym, pracując kilka lat w korporacji. Szybko się zorientowałam, że jedzenie w stołówkach, barach czy restauracjach, nie tylko nadwyręża mój budżet, ale również zdrowie. Czułam się po nim ciężko, cierpiałam na niestrawność, brakowało mi energii. Postanowiłam własnoręcznie zadbać o zawartość swojego talerza. Okazało się, że wystarczy dobra organizacja i odrobina sprytu. Efekt? Lepsze samopoczucie, koncentracja i wydajność w pracy. Więcej smaku i energii (przy mniejszej ilości kawy), promienna skóra i… mniej kilogramów (…) – pisaliśmy przed laty w bestesellerowym „Jedz i pracuj nad własnym zdrowiem”. Książce w całości poświęconej przygotowywaniu zdrowych, odżywczych i jak nam się wydawało szybkich lunchy do pracy. I choć tytuł cieszył się olbrzymim powodzeniem, okazało się, że część prezentowanych w nim dań była zbyt skomplikowana! Nauczeni tamtym doświadczeniem, postanowiliśmy kolejny raz podejść do tematu. W „Super lunchach” stawiamy więc nie tylko na zdrowie, ale w równej mierze na szybkość przygotowywania dań i sezonowość składników…
Co w takim razie znajdziesz w tej książce? Blisko 70 dań, które przygotujesz w maksymalnie 30 – 35 minut. Następnie bez problemu odpowiednio zapakujesz i zabierzesz do pracy. Całe menu podzielone jest na cztery pory roku. Wiosna, lato, jesień i zima symbolizują naturalny cykl występujący w naturze. Wiosną kiedy wszystko budzi się do życia naturalnie wchodzimy w cykl delikatnego oczyszczania. W naszym menu zaczynają królować kiełki, nowalijki i zielonolistne. Po rozgrzewającej i cięższej energetycznie zimie, na talerzach w końcu „pojawia się lekkość”. Menu wiosenne składa się więc z delikatnych zup, silnie odżywczych sałat czy lekkich, wypełnionych świeżymi warzywami makaronów. Latem zapotrzebowanie energetyczne jeszcze spada. Promienie słoneczne ładują naszą życiową baterię. Mamy ochotę na orzeźwiające, delikatnie wychładzające posiłki. Świeże sałaty, sałatki (również z wykorzystaniem takich wychładzających zbóż jak np. pęczak), chłodniki, ale również surowe makarony (np. z cukinii czy marchwi) czy lekko parowane warzywa z dressingami goszczą w naszym letnim menu. Jesień zamyka okres oczyszczania i wychładzania. Rozpoczyna czas odżywiania, rozgrzewania i ładowania akumulatorów. Automatycznie zaczynamy mieć ochotę na więcej gotowanych, mocniej przyprawionych posiłków. Na naszym talerzu pojawiają się częściej rośliny strączkowe. Znika z niego wychładzający oraz pobudzający produkcję śluzu w organizmie nabiał. Dynie, kabaczki czy papryki to typowe wczesnojesienne warzywa. Na ich bazie przyrządzimy delikatne, parowane gnocchi, zupy, makarony czy kasze z ekspresowymi, dobrze przyprawionymi warzywnymi gulaszami. Zima lubi pieczenie czy delikatne podsmażanie na dobrym jakościowo tłuszczu. Nie „trawi” dużych ilości surowizny, wspomnianego nabiału czy wychładzających zbóż jak biały ryż czy pszenica. Zimą do łask wracają rozgrzewające, duszone, odżywcze i energetyczne posiłki. Nasze zimowe menu obfituje więc w rozgrzewające zboża (jak żyto, gryka, brązowy ryż, orkisz czy amarantus) oraz smaki dzieciństwa. Bazując odpowiednio wybranych, sezonowych produktach przyrządzamy szybkie i smaczne burgery. Wspomniane zboża dodajemy do zup, zimowych sałatek na ciepło (z pieczonych warzyw). Pokazujemy proste patenty na aromatyczne, rozgrzewające dale (indyjskie sosy z roślin strączkowych), kluski (jak jaglane pyzy ze skwarkami) czy makarony.
Wszystkie nasze dotychczasowe pozycje, od tych najprostszych (jak „Dieta Raw Food”) po tematycznie bardziej skomplikowanych (jak „Zdrowa tarczyca”) opierają się na syntezie. Łączymy w nich zdobycze współczesnej dietetyki z ajurwedą, najstarszą nauką o zdrowiu. W „Super lunchach” nie mogło być inaczej. Całe przedstawione menu podzieliliśmy na dwie kategorie. Pierwszy typ dań jest lekki, bardziej suchy (mniej tłusty), ale dobrze przyprawiony – dostosowany do tzw. typów nadmiarowych. Przystosowany do potrzeb tych wszystkich, którzy pragną delikatnie się oczyścić, doenergetyzować i… schudnąć. Lekkie posiłki w naturalny sposób zdominują nasze wiosenne i letnie menu. Drugim wariantem są wysokoenergetyczne, budujące i zapewniające poczucie sytości na dłuższy czas dania (głównie zimowe menu). Pomiędzy plasują się dania zrównoważone, które najczęściej pojawiają się jesienią i zimą. Przy każdym przepisie widoczny jest znaczek określający jego typ! „L” symbolizuje dania lekkie, a „O” cięższe i obfite. Z kolei „R” oznacza dania zrównoważone. Wszystkie prezentowane lunche są wegańskie lub laktowegetariańskie. Dlaczego? Pragniemy Was zachęcić do ograniczenia (nie wyeliminowania) ilości białka zwierzęcego w diecie. Do eksperymentowania z kuchnią roślinną. Podążając za najnowszą Piramidą Żywienia Instytutu Żywności i Żywienia mięso nie powinno się pojawiać w naszym tygodniowym menu częściej niż 2 – 3 razy w tygodniu. Kto wie może poniższa książka będzie pierwszym krokiem do zmiany stylu życia (w tym żywienia). Gotowi? W takim razie zaczynamy!  (…) – piszemy we wstępie „Superlunchy”. Mamy nadzieję, że kreatywność i radość, która towarzyszyła nam w trakcie pracy nad książką, udzieli się również Wam. Pięknego dnia Kochani :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

three + nineteen =