Szczęście krajowe brutto

Przez dłuższy czas funkcjonowaliśmy bez telewizora (który się zepsuł). Ostatnio tata Karoli zrobił nam prezent. Przyznaję przyzwyczaiłem się i polubiłem życie bez telewizora. Jednak to za jego pośrednictwem zobaczyłem końcówkę świetnego dokumentu o Bhutanie. W tym maleńkim kraju koncepcję produktu krajowego brutto zastąpiono „szczęściem krajowym brutto”. To pierwsze, ze szczęściem i zdrowiem, ma niewiele wspólnego… „Prawdziwe szczęście jest wtedy, kiedy wszyscy naokoło są szczęśliwi” – mówi mały chłopiec, mieszkaniec tego kraju o jednym z najniższych współczynników PKB na świecie. Wmurowało mnie, gdy to usłyszałem… Od razu odniosłem to do siebie. Co przez wiele lat, prawie całe życie, świadczyło o moim szczęściu? To, że jestem lepszy od innych. Kiedy rywalizowałem, porównywałem się z innymi (często bardzo podświadomie, bo głupio jest się przed samym sobą przyznać do czegoś takiego), czułem swoją wartość. Gdy napisaliśmy z Karolą książkę, która była numerem jeden na liście bestsellerów, oszalałem ze „szczęścia”. Potem, gdy kolejna książka sprzedawała się słabo, spadałem. Jednocześnie po cichu, porównywałem się z najlepszymi blogerami, kucharzami i autorami książek kulinarnych. W tym ze swoją byłą żoną (zajmujemy się zawodowo podobnymi rzeczami). Kilka dni temu ukazała się jej książka kulinarna „Słodkie i zdrowe”. Dziś poszedłem do Empiku, żeby ją zobaczyć (i się porównać). Jest śliczna, dużo ładniejsza od wszystkiego co z Karolą do tego momentu wydaliśmy. W pierwszym momencie poczułem uderzenie gorącą i ścisk jelit. „Przegrałem”. Po chwili przypomniał mi się ów dokument. Zrozumiałem, że Monika zrobiła kawał dobrej roboty. Dzięki części jej deserów, mnóstwo osób będzie mogło zmienić swoją dietę na zdrowszą. Wzrośnie szczęście krajowe brutto. Wówczas zrozumiałem, że tak na dobrą sprawę wygrałem. Coś się w końcu we mnie zmieniło. Wszyscy wygrywamy, jeśli tylko przestajemy rywalizować i brać udział w „wyścigu szczurów”. Zaczynamy współpracować, aby wszystkim żyło się lepiej. Dziś na obiad thukpa – zupa stanowiąca piękny przykład łączenia dorobku kilku kultur (tybetańskiej, chińskiej, bhutańskiej i indyjskiej). Smakuje trochę jak rosół z dzieciństwa. Trochę jak chiński stir-fry. Trochę jak indyjskie curry. A na deser? Może coś z najnowszej książki Moniki Mrozowskiej :)

Thukpa
4 łyżki oleju ryżowego
2 liście laurowe
1/2 łyżeczki asafetydy lub 2 drobno poszatkowane ząbki czosnku
1 łyżeczka zmielonego kminu rzymskiego (można go też utrzeć w moździerzu)
1 łyżka świeżo startego imbiru
1 świeża, drobno poszatkowana papryczka chilli (z pestkami lub bez w zależności od stopnia preferowanej ostrości)
4 średniej wielkości pomidory pokrojone w kostkę
2 małe marchewki starte na tarce o grubych oczkach
1 mała pietruszka starta na tarce o grubych oczkach
kawałek selera starty na tarce o grubych oczkach
2 drobno poszatkowane gałązki selera naciowego
woda
łyżeczka garam masali (patrz przepis na blogu; może być kupna lub domowa)
świeżo mielony pieprz do smaku
sos sojowy (bez glutaminianu sodu) do smaku
ugotowany makaron (my użyliśmy kukurydzianego spaghetti)
poszatkowany pęczek pietruszki

Na oleju ryżowym podsmażamy liście laurowe i asafetydę lub czosnek (w przypadku tego ostatniego trzeba uważać, żeby go nie spalić). Po chwili dodajemy kmin rzymski, imbir, chilli i pomidory. Całość podsmażamy na dużym gazie około 5 minut. Dodajemy warzywa. Dusimy (bez pokrywki) przez około 7 minut. Wlewamy wodę (tak aby przykryła składniki). Gotujemy, aż warzywa będą miękkie (około 10 – 15 minut). W tym czasie gotujemy makaron. Pod koniec dodajemy sos sojowy, pieprz, makaron i natkę pietruszki (do podania).

Uwaga: do zupy można też dodać podsmażone na oleju (najlepiej ryżowym) tofu…

 

22 komentarzy

  1. O kurcze jaki świetny wpis , czytam go trzeci raz pod rząd, mądre słowa
    A Thukpę sobie ugotuje :)
    Też mam Moniki książkę , fakt jest śliczna , ale czy śliczniejsza niż te trzy inne twoje i Karoli książki? Hm , raczej nie, po prostu jest inna, piękna, pełna fajnych przepisów , ale Swojsko( to ono tak się słabo sprzedaje?) jest zjawiskowe , na okrągło tez z niego korzystam , tak jak i z Przemytników(obie części, choć z tej pierwszej bardziej mimo ,ze druga ma bardzo ładne zdjęcia, pierwsza ma takie domowe, tez mają swój urok , ale treść przerobiłam w 100% tak jak prawie ze Swojsko )
    p.s A przepisy z tego zwiastunu co był na TVN Style gdzieś można znaleźć? bo program szybko leciał i nie było czasu pisać

  2. Dziękuję za tak miłe słowa. :) Tak „Swojsko” się słabo sprzedaje bardziej nam miło, że ktoś z niego tak często korzysta…

  3. Oj , ciekawe czemu . może taki zwykły tytuł- pierwsza i druga ma tytuł bardziej chwytliwy, intrygując- ten jest po prostu swojski, mam tez te inne książki ( twoja i Karoli) ale ze Swojsko najczęściej korzystam praktycznie, jak pisałam wyżej przepisy w prawie , albo i już 100% przerobione

  4. :) ad przepisów z „Daj sobie spokój” to chyba ich nigdzie nie ma (na stronie TVN Style też chyba nie). Zobaczymy co da się w tej kwestii zrobić, a jeśli nic się nie da to zamieścimy je u siebie na blogu :)

  5. Tez szukałam na stronie TVN style, nie ma. A jak już pisałam jak się ogląda to mało czasu ,żeby pisać tez przepisy , a te przepisy fajne i część bardzo nowa mi się wydała(min.racuchy i podpłomyki czy chapati )

  6. Ja też mam trzy ksiązki, są super. Wolę drugą i trzecią :-). Super wpis, bardzo lubię Waszego bloga. Dziękuję za podzielenie się informacją o książce Moniki.

  7. Dziękujemy :) Bardzo nam miło to słyszeć, bo to znaczy, że wkładamy maleńką cegiełkę do tego „szczęścia krajowego brutto” <3

  8. Maćku, ja mam wszystkie Twoje książki – te z Moniką i te z Karoliną i mam nadzieję, że będą kolejne :-)
    Dla mnie i tak Ty jesteś Kulinarnym Mistrzem!

  9. A ja mam trochę inny temat. Proszę mi polecić/podpowiedzieć, jak wykorzystać seler naciowy? Czy do koktajlu owocowego można go dodać? Bo do zupy: wywar, to na pewno.

  10. Oczywiście, jest w III książce przepis na koktajl warzywny, ale jeszcze go nie robiłam, bo nie wiem, czy wypiję…

  11. Jakoś sobie nie wyobrażam naciowego w połączeniu z owocami, ale kto wie… Trzeba spróbować ;) A koktajl pomidorowo – ogórkowo – naciowy smakuje trochę jak gazpacho…

  12. Do tej pory numerem jeden była minestronka. Cóż, musiała ustąpić miejsca zuppie, jak ją u mnie w domu ochrzczono. Czegoś tak pysznego do tej pory nie jadłam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

twelve − 5 =