Ramen dla cierpliwych

Uwielbiam robić pranie. Brzmię trochę pewnie jak szalona, ale to prawda. Lubię wkładać do pralki swoje ulubione koszule i spodnie, Macka t-shirty i małe ubrania Jasia.  Obserwować jak poplamione, przepocone i brudne pod wpływem proszku do prania i wody, znów staja się nieskazitelnie czyste i pachnące. Dosłownie kocham rozwieszać pranie na suszarce. Przez lata opracowałam nawet cały system (mój syn i mąż rozwieszają bez systemu, co pomaga mi ćwiczyć akceptację). Po lewej ubranka Jasia, w środku t-shirty, tuniki, bluzy i spodnie, a po prawej nasza bielizna.  Lubię czuć tę świeżość i czystość. Za każdym razem obserwować te małe, pozornie nieznaczące transformacje. Choć później znów się brudzę, znów wkładam do pralki, znów obserwuję i rozwieszam, robienie prania daje mi nadzieję. Choć powtarzałam tę czynność tysiące razy, nigdy mi się też nie nudzi. Punah – punaha, „again and again”, ciągle i ciągle. Pranie kojarzy mi się trochę z praktyką duchową. Ta ostatnia polega również na ciągłym powtarzaniu. Powtarza się mantry, techniki oddechowe, medytacje. Punah – punaha, „again and again”. Dochodzi się do kolejnych warstw, kolejnych uwarunkowań, latami wypieranych emocji. Później znów się o nich zapomina. Znów się potyka. Znów się wypiera. Zatraca na drodze do nieskończoności, do czystej świadomości… do wolności. Za każdym razem jest się trochę czystszym, „bielszym”, „świeższym”. Jest się kawałeczek dalej…
„No i jak cały ten wywód o praniu połączysz teraz z ramenem” – zapytał Maciek. W bardzo prosty sposób – na zasadzie odwrotności. Nakładając warstwę na warstwę. Jak mówi Ivan Orkin w trzecim już sezonie cudownego „Chef’s table”, dokumentu kulinarnego, ramen jest wielowarstwowy. W tym jednym z najpopularniejszych dań w Japonii wszystko kręci się wokół misternie zazębiających się smaków, wokół nałożonych na siebie warstw umami. Jego ramen jest intensywny, aromatyczny, słony i … mięsny. Nasz pozbawiliśmy mięsnego pierwiastka, ale intensywny bulionowy smak uzyskaliśmy dzięki dodaniu glonów kombu, miso, wędzonego tofu i smażonych z sosem sojowym boczniaków. U Ivana Orkina podpatrzyliśmy też dodatek pieczonych pomidorów (również intensywnie umami)…

Wegański ramen

4 łyżki oleju ryżowego
5 drobno poszatkowanych szalotek
2 drobno poszatkowane ząbki czosnku
drobno poszatkowany kawałek imbiru wielkości kciuka
1/3 łyżeczki ostrej papryki w proszku lub świeża drobno poszatkowana czerwona papryczka chilli do smaku
1,5 l wrzątku
3 – 4 łyżki dobrej jakości wegetariańskiego bulionu w proszku (bez szkodliwych dodatków m.in. glutaminianu sodu)
kawałek arkusza kombu (wielkości 1/2 dłoni; dostępne m.in. tutaj)
2 łyżki pasty miso
dobrej jakości sos sojowy do smaku (bez syntetycznego glutaminianu sodu)
dodatki:
około 200 g makaronu (najlepiej dobrej jakości kukurydziano – ryżowego spaghetti) ugotowanego al dente w lekko osolonej wodzie
10 pomidorków koktajlowych przekrojonych na pół
1/4 małego korzenia selera pokrojonego w plastry o grubości 5 mm
olej ryżowy do skropienia pomidorków i selera
szczypta nierafinowanej soli
1 łyżka oleju ryżowego
około 150 g wędzonego tofu pokrojonego w plastry
1 – 2 łyżki dobrej jakości sos sojowy do smaku (bez syntetycznego glutaminianu sodu)
1 łyżka oleju ryżowego
3 średniej wielkości boczniaki pokrojone w paski
dobrej jakości sos sojowy do smaku (bez syntetycznego glutaminianu sodu)
2 średniej wielkości ogórki kiszone pokrojone w plasterki
poszatkowana dymka

Na oleju podsmażamy szalotki, czosnek, imbir i świeże chilli (jeśli używamy chilli w proszku dodajemy je pod koniec podsmażania) około 5 – 7 minut na złoty kolor. Cały czas mieszamy. Uważamy, aby ich nie przypalić. Wlewamy wrzątek, dodajemy bulion w proszku, kombu i pastę miso. Gotujemy około 25 – 30 minut, aby smaki się dobrze połączyły. Pod koniec gotowania dodajemy sos sojowy do smaku. Ramen podajemy z dodatkami. W pierwszej kolejności w misce układamy makaron, następnie resztę dodatków. Przed podaniem możemy posypać poszatkowaną dymką. Przygotowujemy dodatki: pomidorki i plastry selera układamy na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Skrapiamy je olejem ryżowym i posypujemy solą. Pieczemy około 20 – 25 minut w temperaturze 200 st. z termoobiegiem. Pomidorki powinny się skurczyć i być przypieczone, a plastry selera przypieczone i złociste. W między czasie na oleju podsmażamy z dwóch stron plastry tofu na złoty kolor. Pod koniec podlewamy je sosem sojowym i czekamy, aż odparuje tworząc glazurę. W analogiczny sposób postępujemy z kawałkami boczniaków.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

three × four =