„Pulpeciki” z kalafiora, które przełamują opór…

Zgodnie z obietnicą i krótkim opóźnieniem wrzucamy „pulpeciki” z kalafiora z makaronem. Nim to jednak nastąpi, krótka historia. Jak już Karola wcześniej wspominała kilka dni spędzaliśmy na działce z jej rodzicami. Tata mojej żony je mięso. Już dawno nauczyłem się, że sposobem na przekonanie kogoś, aby zmniejszył jego ilość w diecie nie jest nacisk. Nie jest opresja. Im bardziej na kogoś naciskamy (nie ważne w jakim temacie), tym większy napotkamy opór. Im bardziej się dzielimy swoim doświadczeniem, mówimy o sobie, pokazujemy na własnym przykładzie, inspirujemy, tym większa dajemy drugiej stronie przestrzeń. Tym większa jest szansa na zmianę…
Nie namawiałem więc mojego ulubionego teścia na to, aby nie jadł mięsa. Odpuściłem. Zaangażowałem jednak energię, aby jedzenie było wyborne. Przygotowywałem dania, które czułem, że przypadną mu do gustu. Jedzenie, które smakiem, aromatem, konsystencją przypominało jego ulubione potrawy.
Propagatorzy zdrowego odżywiania najczęściej odrzucają smażenie. Dlaczego? Motywują to tym, że to niezdrowy sposób obróbki termicznej. Mogę się z nimi zgodzić, ale… Świat nie jest czarno – biały. Jest wypełniony wszystkimi odcieniami szarości. Każdy z nas, każda sytuacja, również każdy sposób obróbki termicznej ma swoje pozytywne i… negatywne strony. Największą zaletą smażonego jest wyjątkowa konsystencja i smak. Jeśli smażymy w odpowiednio wysokiej (ale nie za wysokiej) temperaturze i przy użyciu dobrego do smażenia tłuszczu (dla mnie najlepszy to olej ryżowy), to jedzenie będzie chrupiące z zewnątrz, ale miękkie w środku. Na dodatek nie będzie tłuste. Oczywiście nie polecam smażonych w głębokim tłuszczu potraw na codzień. W życiu najważniejsza jest przecież równowaga. Doskonale sprawdzą się więc w sobotni lub niedzielny lunch, który spożywamy w towarzystwie rodziny, przyjaciół. Poniższe „pulpeciki” z kalafiora przypadną do gustu nie tylko dorosłym (w tym mojemu teściowi), ale przede wszystkim dzieciom…

porcja dla 4 – 5 osób, trudność: średnie, czas przygotowania: około 60 minut
„Pulpety” z makaronem i rozmarynem

„pulpety” z kalafiora:
300 kalafiora startego na tarce o grubych oczkach
3 czubate łyżki mąki z ciecierzycy
4 drobno poszatkowane szalotki
1/3 łyżeczki nierafinowanej soli (najlepiej himalajskiej)
1 łyżeczka suszonego tymianku
1/2 łyżeczki świeżo zmielonego pieprzu
olej ryżowy do smażenia
sos pomidorowy:
2 – 3 łyżki oliwy z pierwszego tłoczenia
1 łyżeczka suszonego lub 1 – 2 gałązki świeżego rozmarynu
3 drobno poszatkowane szalotki
2 drobno poszatkowane ząbki czosnku
około 700 g passaty pomidorowej (najlepiej ze szklanej butelki; bez szkodliwych dodatków m.in. kwasku cytrynowego)
1 łyżka syropu klonowego
nierafinowana sól do smaku (najlepiej himalajska)
500 g dobrej jakości makaronu (my użyliśmy bezglutenowego z brązowego ryżu i kukurydzy) ugotowanego al dente w lekko osolonej wodzie

Przygotowujemy „pulpety”: wszystkie składniki pulpetów (za wyjątkiem oleju ryżowego) ugniatamy, aż się połączą. Masa powinna być na tyle plastyczna, abyśmy byli w stanie uformować kuleczki. Jeśli jest za mało plastyczna dodajemy trochę więcej mąki z ciecierzycy. Z masy formujemy kuleczki wielkości orzecha włoskiego. Smażymy je w rozgrzanym oleju ryżowym tak, aby były złotobrązowe z każdej strony. Zanim odsączymy je z tłuszczu (możemy je położyć na talerzyku wyłożonym papierowymi ręcznikami), wyciągamy jedną kuleczkę i sprawdzamy czy jest usmażona. W między czasie przygotowujemy sos: na oliwie podsmażamy rozmaryn, aż wydobędzie się intensywny aromat. Dodajemy szalotki i czosnek. Podsmażamy, aż się zeszklą. Wlewamy passatę i dodajemy syrop klonowy. Jeśli sos jest zbyt gęsty wlewamy trochę wody. Całość gotujemy kilka minut, aż składniki dobrze się połączą. Doprawiamy solą do smaku. Sos mieszamy ze świeżo ugotowanym makaronem. Podajemy z „pulpetami”. 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

eight − 1 =