Orkiszowe, wegańskie „pancakes” rodem z najlepszych, światowych seriali!

Zdradzę Wam pewną tajemnicę… Uwielbiamy z Maćkiem seriale! Obok medytacji, jogi, pranajam, ajurwedy (słowem: zaglądania do środka), stanowią integralny element naszej codzienności. „Seriale?! Eksperci od zdrowego stylu życia, a oglądają seriale?!” – ktoś mógłby się oburzyć! Na jakimś poziomie miałby pewnie rację. Jednak prawda jest jedna. Najczęściej jest również wielopoziomowa… Dlaczego w takim razie Szaciłłowie oglądają seriale? Po pierwsze dlatego, że te współczesne, kuszą nie tylko przepięknym obrazem. Właściwie całą sekwencją misternie ułożonych obrazów. Doskonale „narysowanych” postaci. W tych najlepszych (naszym zdaniem) jak kultowy „Breaking bad”, „The affair”, „Black mirror”, „Better call Saul”, „Leftovers”, „Babylon Berlin”, „Atypical”  „Narcos”, „Ozark” czy „Sinner” nie ma bohaterów jednoznacznie złych, ani dobrych.  Podobnie jak w życiu. Każdy z nas ma pozytywną i negatywną stronę. Nawet jeśli dopuszczamy się kłamstw i nikczemności, zawsze istnieje związek przyczynowo – skutkowy. Nikt z nas nie rodzi się przecież jednoznacznie zły, ani dobry. Środowisko w jakim wzrastamy, nasi ukochani rodzice, przekazywane nam matryce miłości, wzorce, uwarunkowania, to wszystko wpływa na to kim jesteśmy. Na to w jaki sposób postrzegamy świat. Lub co ważniejsze, jak sami „próbujemy” zdobyć miłość i akceptację na zewnątrz. Jak „potykamy” się w drodze do „nieskończoności”. Jak gubimy się, nim  „znajdujemy drogę”. Nim w końcu orientujemy się, że wszystko czego potrzebujemy jest „w środku”. Tak moi Drodzy dobrze skrojone seriale (podobnie jak dobrze napisane książki) przenoszą nas najczęściej do samego początku. Pokazują dzieciństwo, cierpienie, marzenia, które przekładają się na naszą motywację. Karmią nasze niespełnione ambicje. Kiedy je oglądam, zaczynam jeszcze lepiej rozumieć otaczający mnie świat. Zawiłości ludzkiej psychiki. W końcu zaczynam lepiej rozumieć siebie. Choć pomyślicie, że zwariowałam, seriale do mnie „mówią”. Przeglądam się w nich jak w dobrze wypolerowanym i pięknie oprawionym lustrze. Czy wszyscy nie jesteśmy z jednej strony tak różni, tak bardzo skomplikowani, a z drugiej tak do siebie podobni? Każdy z nas pragnie (pod wszystkimi „warstwami cebuli”) akceptacji i miłości… Jest jeszcze jeden ważny podwód dla którego oglądamy z Maćkiem seriale. Pomagają nam w pewien sposób radzić sobie z pustką. Uziemiają nas. Sprawiają również, że nasz często rozbiegany umysł przenosi się do chwili obecnej. Bo choć wspomniane joga, chodzenie po lesie, medytacja i pranajamy są cudowne. Choć wspaniale jest pracować, pomagać, dzielić się i pisać, w życiu najważniejsza jest… równowaga. Od czasu do czasu dobrze jest „zrobić coś bez celu”. Coś czym ciężko jest „nakarmić swoje głodne ego”. Dla mnie w tę funkcję idealnie wpisują się m.in. seriale. Podobnie jak układanie z Jasiem i tańczenie na dopiero co ułożonych puzzlach. Jak bieganie z nim po placu zabaw z pistoletem do robienia baniek. Jak podjadanie Maćkowi z talerza kawałków orkiszowych „pancakes” polanych syropem kolowym. A propos tych ostatnich poniżej przepis na orkiszowe, wegańskie i obłędne amerykańskie pancakes rodem z najlepszych, światowych seriali!

Orkiszowe, wegańskie „pancakes”

400 ml mleka owsianego
300 g mąki orkiszowej (typ 700; nie GMO)
1 średniej wielkości, dojrzały banan (najlepiej ekologiczny)
30 g zimno tłoczonego oleju kokosowego
1 czubata łyżka mąki z ciecierzycy
1/3 łyżeczki sody oczyszczonej
do smażenia:
olej ryżowy
do podania:
syrop klonowy

Wszystkie składniki miksujemy do uzyskania jednolitego ciasta. Placki smażymy z dwóch stron na rozgrzanym oleju ryżowym. Powinny być przypieczone i chrupiące z zewnątrz, a puszyste w środku. Podajemy polane syropem klonowym. 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

ten − three =