„Jedzenie, które leczy” na rynku i w Dzień Dobry TVN :)

(…) Gdy zamykam oczy wciąż widzę miękkość jej ruchów. Przesuwa rękę po bladej, wychudzonej twarzy. Na wyraźnie zarysowanych kościach policzkowych pojawiają się krople przedpołudniowego „indyjskiego potu”. Mimo zmęczenia, kobiecość i poddanie rysują się w każdym jej geście. Uwidaczniają się w mimice jej twarzy…Przyglądałam się jej z ukrycia. Zastanawiałam się kim jest, czym się zajmuje. Co sprawiło, że jest tak pogodzona ze sobą? Ze swoim losem? Próbowałam odgadnąć ciąg zdarzeń, które doprowadziły ją do tego momentu. Do tego spotkania. Do kolejnego pobytu w szpitalu ajurwedyjskim w Indiach. Oddalona o tysiące kilometrów od swojego domu, od swoich przyzwyczajeń, od swoich bliskich, uśmiechała się. W jej spojrzeniu było coś tak głębokiego, pięknego i świadomego. Było to spojrzenie osoby, która kilkakrotnie balansowała na tej cienkiej granicy między śmiercią, a życiem. Chciała żyć. Kiedy ja próbowałam zrzucić kilkadziesiąt nadprogramowych kilogramów, ona dosłownie walczyła o przetrwanie. Z zadziwieniem obserwowałam skomplikowane zabiegi ajurwedyjskie przez które przechodziło jej doświadczone bólem ciało. Podziwiałam jej spokój, wytrwałość i wiarę. To właśnie one połączone z tą najstarszą nauką o życiu sprawiały, że wygrywała tę walkę. Na moich oczach jej cierpiące na śmiertelną chorobę autoimmunologiczną ciało, dosłownie wracało do życia. Powoli nabierało kolorów. Jej umysł dzięki medytacji i technikom oddechowym wypełniał się entuzjazmem i radością. Patrzyłam, przecierałam oczy. Nabierałam pokory. Odzyskiwałam wiarę. W człowieka, w wszechświat (lub Boga), w medycynę (choć niekonwencjonalną), w lekarzy… Każdym porem swojej skóry czułam, że ajurweda jest kompletnym, holistycznym, wiarygodnym, wielowymiarowym (również duchowym) i najbardziej logicznym (ze wszystkich, które do tego momentu poznałam) systemem medycznym. Później jeszcze wielokrotnie doświadczałam tej logiki i kompletności na sobie, swoich bliskich, osobach, który w sposób zupełnie nieprzypadkowy pojawiały się na mojej i Maćka drodze… 

Ta książka długo w nas kiełkowała. Dojrzewała. Choć ajurweda pojawiła się w naszym życiu już kilka (a nawet ponad 10) lat temu, nie czuliśmy się gotowi, aby przelać na słowa, na myśli, na przepisy, nawet niewielki fragment tego co ma do zaoferowania. Musiało upłynąć trochę czasu. Musiało wydarzyć się kilka chorób i powrotów do równowagi. Musieliśmy doświadczyć kilku podróży do Indii, do miejsca w którym starożytni Riszi spisali ponad 5 tysięcy lat temu Wedy (święte księgi w sanskrycie). Ich istotną częścią była właśnie ajurweda. Czego dotyczy? Już jej pierwszy rozdział mówi o tym jak cieszyć się długowiecznością. Wyjaśnia w jaki sposób osiągnąć harmonię z naturą, z leżącą w naturze natury zmiennością. Krok po kroku opisuje co dobrze jest robić każdego dnia, aby być zdrowym. Zdrowym w rozumieniu holistycznym i wielopoziomowym – na ciele, umyśle i duchu. Szczegółowo wymienia co najlepiej jest jeść w różnych porach roku, a czego unikać, o której godzinie wstawać. W jaki sposób przygotować swoje ciało do nadchodzących zmian. Tak, ajurweda zawsze idzie o krok dalej. Nie skupia się tylko na leczeniu poszczególnych chorób. Jest nauką dotyczącą… całego życia. Z jego wszystkimi zakamarkami, niuansami i zmiennościami. Na dodatek nauką, którą od 1979 roku akredytuje Światowa Organizacja Zdrowia i klasyfikuje jako: „koncepcję zdrowia i terapii”. Warto wspomnieć, że ajurweda jest jednym z niewielu systemów medycyny niekonwencjonalnej który od tysięcy lat wykorzystuje chirurgię!

(…)

„Jedzenie, które leczy” jest tak na prawdę opowieścią o podróży. O naszej podróży do Indii, tej najświeższej, ale również o kilku poprzednich wyprawach w poszukiwaniu korzeni ajurwedy. O tej najdłuższej podróży, którą każdy z nas pokonuje w swoim życiu: z głowy do serca. Do samego środka siebie. Przede wszystkim jednak opowiemy o nasze wieloletniej podróży w poszukiwaniu równowagi między pięcioma elementami z których zbudowany jest świat. Między elementami, z których zbudowane jest nasze ciało, nasz umysł. Zdaniem ajurwedy to właśnie ziemia, woda, ogień, powietrze i eter (przestrzeń) tworzą każdy, nawet najmniejszy fragment otaczającej nas rzeczywistości. Składają się na nasze życie. Równowaga między nimi odpowiada za nasze zdrowie, zarówno fizyczne, jak i psychiczne…” – zaczynamy „Jedzenie, które leczy”, naszą najnowszą i na tym etapie naszego życia, najbliższą naszego serca książkę. Dziękujemy Przemkowi Wardejnowi, zaprzyjaźnionemu konslutantowi ajurwedyjskiemu oraz Jarkowi Tokarskiemu (www.jarektokarski.com), reżyserowi, operatorowi i fotografowi za pomoc przy pracy nad książką. Zapraszamy do lektury :)

Link do naszej dzisiejszej wizyty w kuchni Dzień Dobry TVN znajdziesz tutaj

11 komentarzy

  1. PS. ja zainteresowałam się jogą w ubiegłym roku a pół roku temu ajurwedą, bo te dwie dziedziny ładnie połączyły mi się w całość. Uczę się zatem żyć inaczej, żyć wolniej, jeść inaczej i jeść uważniej. Dziękuję za Waszą pracę <3

  2. Ja się czaje na książkę (mam wszystkie poprzednie Wasze książki )i mam pytanie czy oprócz rad są tez przepisy kulinarne?

  3. Oglądałam ten odcinek w TVN i muszę przyznać że robię codziennie wodę ziołową i super się sprawdza -rozgrzewa i daje ‚kopa’ :) nawet mój 1.5 -roczny synek ją lubi pić :)

  4. Zaniepokoiło mnie, że polecacie w książce sól himalajską, sugerując że jest dobra bo zawiera aż 84 cenne minerały. Tylko że wśród tych minerałów znajdują się m.in. silnie toksyczne: ołów, arsen, czy radioaktywne: uran, neptun, pluton, rad. Jak pogodzić to z leczniczym, antytoksycznym charakterem książki?

  5. Udział silnie toksycznych minerałów jest znikomy… Czy nie występują one w takiej ilości również w innych rodzajach soli? Czy wykazano negatywny wpływ na zdrowie soli himalajskiej? Były przeprowadzane również badania na temat soli himalajskiej i potwierdziły, że jest niezwykle korzystna dla naszego zdrowia, nie podnosi ciśnienia krwi etc. Od tysięcy lat jest stosowana w ajurwedzie i polecana przez tę najstarszą naukę o zdrowiu. Zawiera pierwiastki śladowe takie jak platyna czy złoto, które nie są obecne w innych solach. Warto jednak zwrócić uwagę czy to rzeczywiście jest sól himalajaska czy podbarwiona na różowo np. sól kamienna… W klinikach ajurwedyjskich w Indiach jest stosowana w niewielkich ilościach nawet w trakcie panchakarmy, czyli 5 procesów oczyszczających…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

one × five =