Pewnie Ci z Was, którzy regularnie śledzą nas na blogu zauważyli, że ostatnio rzadziej wrzucamy nowe przepisy/wpisy. Powodem jest moja ciąża, a właściwie jej konsekwencje. Dziś 56 dzień. Przez ostatni tydzień wiernym towarzyszem każdej kolejnej godziny są nudności, a czasami nawet wymioty. Mam totalny odrzut od jedzenia. Wielkim wyzwaniem jest nawet wchodzenie na naszego bloga i oglądanie zdjęć, o pisaniu przepisów nie wspominając. Na najbliższe kilkanaście dni wyjeżdżamy z dziewczynkami na działkę. Maciek będzie dla Was opracowywał nowe przepisy i robił zdjęcia. Ja powoli zacznę przygotowywać materiały do naszej nowej książki (póki co historie nie związane bezpośrednio z jedzeniem). Wracamy …

Czytaj więcej

Zawsze byłem przeciwnikiem kuchni molekularnej. Wydawała mi się na wskroś przesiąknięta chemią. Takie potrawy, którymi nie możesz się najeść, a później przez cały dzień odbija Ci się pudrem z łososia czy jabłkowym kawiorem. Kiedy zobaczyłem menu przygotowane dla Baracka Obamy przez Modesta Amaro, trochę zmieniłem zdanie…

Czytaj więcej

„Karolinko bądź skromna” albo „chwalą się osoby źle wychowane!” (w podtekście te bez poczucia własnej wartości) – słyszałam odkąd zaczęłam mówić. Niestety moja otwartość nie współgrała z savoir vivre mamy. „A mas sernicek?” – krzyczałam już przekraczając próg mieszkania ukochanej cioci we Wrocławiu. Mama robiła się czerwona, ciocia biegła ukroić kawałek ciasta…

Czytaj więcej